metryka epizodu
numer epizodu
49
tytuł epizodu
O okradaniu niemieckich transportów
opowiadał
Tadeusz Kosiński
rok urodzenia
1928
nagrywał
Maria Szymańska
wprowadzenie
Czasy okupacji niemieckiej. Pan Tadeusz Kosiński opowiada o latach młodości i ryzykownych napadach na transporty niemieckie.
tekst epizodu
Proszę pani, było szalone ryzyko, ale w tym wieku, to człowiek nie zdawał sobie sprawy, bo ja dzieckiem jeszcze byłem, takim trzynastoletnim, czternastoletnim, później piętnasto... to już getto powstało, później się kończyło jak miałem 15 lat. No to trzeba było zdobywać pieniądze. Pieniądze zdobywało się w jeden sposób. Najbardziej taki niebezpieczny, ale skuteczny. Jak jechały samochody niemieckie, to się wskakiwało delikatnie z tyłu tam w mieście tam do tego samochodu, miało się nóż ostry, przecinało się, bo plandeka z tylu była, to się przecinało to, zabierało się to, co było tam w tym samochodzie i to oczywiście się sprzedawało. Tam różne rzeczy były. No to jeśli chodzi o mój przypadek, to miałem tak, że zaraz po wojnie na ulicy Markowskiej, na przeciwko monopolu tego, wie pani gdzie był monopol, na przeciwko monopol, tam teraz stacja benzynowa jest. To tam nie było stacji benzynowej tylko była łąka. To też tam trochę my graliśmy w piłkę i ja w pewnym momencie znalazłem pistolet. Kolta takiego dużego miałem, śliczny, pistolet... no i oczywiście koledzy wiedzieli o tym, ale nie chciałem nikomu oddać tego pistoletu. Ja byłem sfajtkiem, bo ja miałem 12 lat albo 13. I w końcu tam się jakoś tam wygadali ci moi koledzy. Okazało się, że ojciec jednego z nich był w AK, nie w AK tylko w konspiracji był. I jak się dowiedział, to wszystko zrobił, żeby mu ten pistolet oddać i oddałem oczywiście. No to taki pierwszy przypadek, że się z bronią zetknąłem. A tak, to proszę pani, ta okupacja była ciężka, bardzo ciężka. Trzeba było... rodzice... no po prostu były takie chwile, że nie było co jeść. Jeśli chodzi o mnie, to pamiętam taką jedną rzecz. Mama smażyła jakieś placki ziemniaczane, to ja stałem przy kuchni, kuchnie były tak na węgiel czy na drewno i z patelni zabierałem tego placka, no bo po prostu ludzie byli głodni bardzo. No może nie wszyscy ale większość. no dlatego między innymi mnie pociągało... chociaż nie to... ryzyko, zawsze kochałem ryzyko i to mnie zawsze pociągało. Więc jak spróbowałem te niemieckie samochody okradać... raz miałem taką kraksę bardzo poważną, na przeciwko monopolu spirytusowego, tam przy Markowskiej. Z kolegą mówi: „Tadek skacz”. Jechał taki tabor niemiecki, obejrzałem się czy z tyłu nie jadą następni – nie – no i wskoczyłem. Zdążyłem odchylić tą plandekę i od razu dostałem taki cios w twarz, czoło przecięte miałem mocno, zalałem się krwią, straciłem przytomność, spadłem na jezdnię. Ludzie podbiegli do mnie. Nie zatrzymał się ten samochód widocznie był tam w środku jakiś Niemiec. Nie zatrzymał się tylko pojechał dalej. No i ludzie mnie tam wciągnęli gdzieś do bramy ponieważ ja te meliny wszystkie znałem bardzo dobrze. Bo w czasie okupacji to było tak, że jak był jeden dom i drugi, trzeci, to na wszelki wypadek, proszę pani, były wykute w piwnicach przejścia i jak pani mieszkała pod numerem 17, to może pani przejść pod 19, pod 21, pod 23 i tak dalej. Czyli były te, no drogi, o których Niemcy nie wiedzieli Jak robili jakieś łapanki, ludzie chcieli uciec, no to uciekali do następnego domu, a później jeszcze do następnego. No i wtedy sie ocknąłem i też uciekłam tak, też przez te lochy takie, z piwnicy do piwnicy i to wylądowałem na ulicy Kijowskiej. Przez pół Markowskiej, właściwie to całą prawie. No i wcale tak jakoś, to się zagoiło wszystko, wróciłem do tego zwodu i zacząłem już kombinować wtedy. Po prostu okradać Niemców. Miałem takich kilka przykładów. Właściwie, to takich groźnych to mi się nie przydarzyło już później. Ten jeden co spadłem z tego samochodu, to był jeden przypadek, a później to już wszystko szło gładko. Bo nie umieli mnie ani złapać, ani nic zrobić. Po prostu wtedy tacy chłopcy młodzi, to ja nie wiem.. teraz to, to są ciamarajdy – nie potrafi ani wskoczyć, ani wyskoczyć, ani przeskoczyć przez płot wysoki, ani się wdrapać gdzieś.. są inaczej chowani i słusznie, bo po co im to potrzebne...no to ja zacząłem kombinować, proszę pani, w ten sposób, że właściwie to samochody się okradało niemieckie. Przez bardzo długi okres czasu. Były takie 3 drogi. Jedna to była w kierunku na Marki, tam jak jechał jakiś taki transport, to do tego ostatniego się wskakiwało. Druga to była aleja Zieleniecka, to tam było tak, że skręcały samochody z Targowej w aleję Zieleniecką, to się wypatrywało samochód albo końcowy, albo jeżeli były przerwy to w środek, między te samochody. Zrzucało się to, co tam jest w samochodzie, nikt nie patrzył czy to jest cenne czy nie cenne i szybko przez park Paderewskiego, obok jeziorka Gocławskiego, na drugą stronę, na Grochów. I tam już znikaliśmy.
A jeszcze inni to robili... jeszcze o jednej rzeczy muszę wspomnieć, żeby to już było do końca. Był taki ślimak tam na Solcu, jak jest most Poniatowskiego i to tak się wije, wyjeżdża się tam na górę, albo... I była po drugiej stronie Wisły, po stronie praskiej, była plaża dla nudystów. I była jednocześnie warta na moście, bo na moście zawsze stali Niemcy z karabinem i obserwowali. A więc na moście Poniatowskiego stali. Ponieważ tam była ta plaża dla nudystów, to oni byli głównie byli zajęci oglądając gołe kobiety, no.. I ta ich uwaga nie był zwrócona już w kierunku tam, warszawskim tylko tu, na praską. A tam to się zorganizowała taka grupa duża, no spora grupka ryzykantów mocnych, że jak ten ślimak to się wypatrywało, proszę pani, samochód. Jak jechał jakiś konwój niemiecki, to nie mogli jechać jeden za drugim, bo tam się kręci w kółko tak. Krzaki rosły, to wszystko zakrywało, więc trzeba było wyskoczyć, wskoczyć do tego samochodu, przy następnym, jak zakręcał, żaby nie widział kierowca ten następny, który jedzie wyskoczyć, wrzucić to do środka i samemu pryskać stąd. Uciekać, ja już też żargonem zaczynam mówić. No i to było bardzo ryzykowne, ale to jednak wtedy się żyło jak u Pana Boga za piecem, jeśli chodzi o pieniądze. No to, to były te wspomnienia, z takich tych moich życiowych...
01. O bitwie, co w lany poniedziałek wydarzyła się.
02. O haśle, którego dozorczyni z Jagiellońskiej 35 nie była w stanie podać.
03. O sygnecie, który oficer niemiecki podarował.
04. O życiu, co jest w nim ważne?
05. O baloniku, którego brać nie należało.
06. O drewnianym karabinie
07. O bananowej młodzieży, co nawet w latach 40-tych bananiła.
08. O torcie dla Stalina, który w Wedlu przodownice przygotowały.
09. O aniołku, co banknoty rozdawał.
10. O psotach, do których cytyny wykorzystywano.
11. O ciotce Celinie, co złego oficera zbeształa.
12. O dziwnych rzeczach, co na Tarchomińskiej działy się.
13. O kupczących pyzami, co kucały i aż para szła.
14. O książce, która skłóciła księdza z uczniem.
15. O czekoladach, jakich dziś już nie ma.
16. O Fordzie T, który bolszewików rozgromił.
17. O płaszczu tramwajarskim, co uratował dwóm chłopcom życie.
18. O białym króliku, co został psem
19. O Pradze, co prawdziwym miastem jest.
20. O piechocie, co w niej fajno jest.
21. O bombowych lalkach, których nie należało podnosić.
22. O talerzach i ludzkich żywotach, które podczas wojny stają się bardziej kruche.
23. O małym bohaterze, który zakończył II Wojnę Światową.
24. O chlebie, co ze wspomnień był wypiekany.
25. O worku kartofli, co życie mógł kosztować.
26. O rezolutnej mamie, co oficera Wehrmachtu zgasiła.
27. O latających krowach, co siały spustoszenie na Pradze.
28. O piosence, co sowieckie bomby zagłuszać miała.
29. O bijatykach, co wyłącznie na pięści się odbywały.
30. O malcu, co rozmawiał z Marszałkiem Piłsudskim w cztery oczy.
31. O Jadzi Przodownicy, dla której niezwykły bal wyprawiono w pewnej grochowskiej kamienicy.
32. O drugich śniadaniach, które w międzywojennej szkole powszechnej jadały dzieci na dużych przerwach.
33. O karnawałowych balach, które w międzywojennej szkole powszechnej miały miejsce.
34. O (nie)zwykłej codzienności w pewnej grochowskiej szkole, która mieściła się na ul. Kordeckiego.
35. O psie myśliwskim, co wróble notorycznie zaskakiwał.
36. O wujku Czesiu i jego przyjacielu Józefie, którzy szybsi byli od armii radzieckiej.
37. O dźwiękach, co je było słychać na Pradze.
38. O kredkach, co pogrzeb wielkiego Polaka pozwoliły utrwalić.
39. O wielkim ilustratorze, co się podpisywał JMS.
40. O bateldresach, czyli modzie powojennej.
41. O parowozowni, co z dyktatem kapitału przegrała.
42. O bikiniarzach, co tańczyli boogi-woogi.
43. O tajnych obiektach, których nie wolno rysować.
44. O zbóju z Targówka, którego książka odmieniła (część I)
45. O zbóju z Targówka, którego książka odmieniła (część II)
46. O bimbrze, co to go mieszkańcy Zacisza do Rzeszy pędzili
47. O złej renomie Pragi i autorytecie lekarza.
48. O osobliwym koniu
49. O okradaniu niemieckich transportów
50. O wizycie w kinie
51. O słonicy, co pewna Prażankę na trąbie bujała.
52. O zwierzętach domowych
53. O zakładzie, który wygrać pomogły przekupki
54. O epizodzie zwierzęcym.
55. O radzieckich naukowcach, co amerykańskie samoloty robić chcieli
56. O jeździe na rowerze.
57. O matczynym sercu.
58. O sposobach dorabiania do budżetu domowego
59. O skarbie, jaki amerykańscy wyzwoliciele uwolnionym podarowali
60. O Bikiniarzach, co kolorowe skarpety przywdziewali.
61. O ziółkach, które się legalnie sprzedawało.
62. O powstaniu, którego słonie nie widziały.
63. O starówce, co w gruzach była.
64. O Żółwiu i Karpiu, gdzie głównym daniem był dorsz.
65. O społeczności, co w trójkącie bermudzkim mieszkała.
66. O lodowisku na Stalowej, na którym Marino Marini królował.
67. O meczach piłkarskich, na które tłumy widzów przychodziły.
68. O Edziu Polo, co wiąchę Leninowi słał w południe.
69. O trzech świnkach, co ministra oświaty do domu eskortowały.
70. O przysmaku, co przyczyną osobliwych skojarzeń był.
71. O znaczkach pocztowych, co wszyscy je zbierali.
72. O pływaniu w fosie oraz w Wiśle.
73. O magicznych miejscach, które na Pradze artystów inspirują.
74. O hrabim Krasińskim, co we Władku belfrował.
75. O legendarnym starciu cwaniaczka z Brzeskiej i nobliwego wykładowcy.
76. O Loniu i Cipie, czyli o nauczycielach z międzywojnia.
77. O chłopcu, któremu Bajbus uratował życie. Cz. I
78. O chłopcu, któremu Bajbus uratował życie. Cz. II
79. O mięsożercach, co podczas wojny nie pościli.
80. O pani doktorowej, co postrachem służących była.
81. O balkonie, z którego coś ciągle spadało.
82. O synonimie bohaterstwa Warszawy.
83. O zabawach w wojny trojańskie.
84. O eksplozjach, czyli co się najfajniej wysadzało.
85. O kredzie, co w melona niefortunnie trafiła.
86. O krzywdzie, której nikt na Brzeskiej swojemu nie zrobi.
87. O bladym strachu, który na Niemców na Pradze padł.
88. O znieczuleniu, co od ognia i wojny wybawiało.
89. O orkiestrach podwórkowych, co miejsca ustępowały cyrkowcom.
90. O marzeniu, by karawaniarzem zostać.
91. O Niemcu, co z Brzeskiej w kalesonach wracał.
92. O hazardzie, co bimberkiem był zakrapiany.
93. O Bajbusie, który nie lubił powstania warszawskiego.
94. O ryzyku, jakie trzeba było podjąć.
95. O Konstantym, któremu się pokręciło.
96. O cycku oraz rączce.
97. O zapasach gladiatorskich, czyli jak się jechało i porządek robiło.
98. O kanapkach z miodem, co się w kostki mydła zmieniły.
99. O praskim cwaniaku, co otwierał co chciał. I koniec.
100. O języku łacieńskiem
101. O lojalności i zdradzie
102. O smakach co już nie powrócą
103. O pojedynku z Edkiem Hitlerem
104. O żulu, co oczka miał w mokrym miejscu
105. O meliniarzach, cinkciarzach, konikach i bikiniarzach
106. O twarzy człowieka spotkanego na Dworcu Wschodnim
107. O pierwszym praskim markiecie i innych miejscach Grochowa
108. O Szwedzie który fabrykę cudów zobaczył
109. O elicie bazarowej
110. O kradzieży z rekompensatą
111. O mięsiwie co dziś najdroższe jest
112. O tramwajach co przez pragie pomykały
113. O tym kto zbudował wybieg dla niedźwiedzi
114. O panu Jakoniuku co karmił fretki
115. O luksusowym noclegu w ZOO
116. O ukochanej Goplanie, co kosmyk włosów straciła
117. O warunkach w mieszkaniu na Stalowej
118. O mamie, co jajka wysiadywała
119. O śmiercionośnym plażowaniu
120. O trzech tragediach i bolesnym dojrzewaniu
121. O teatrzykach rewiowych
122. O biuletynie co się z kosza wyturlał
123. O mleku, co się nie rozlało
124. O bombowcu przez karasie strąconym
125. O bitwie o Falenicę
126. O proszku, co grzał
127. O preferencjach kulinarnych żołnierzy rosyjskich
128. O masarni na Targowej
129. O psie co NKWD nawiał
130. O długu w drugiej Rzeczpospolitej zaciągniętym
131. O grze w trzy karty
132. O pantofelkach z żabiej skóry i innych wyrobach praskich
133. O lunaparku w Parku Praskim
134. O zajączkach i świeżutkich dziewczętach
135. O profesorze Papraczu
136. O strajku matematycznym
137. O sposobach na belfrów
138. O karbidzie co się go zrzucało
139. O soli co bardzo piekła
140. O wampirze co na Pradze grasował
141. O frasobliwych kolejek madonnach
142. O torcie co niebem w gębie był
143. O dziadku wspomnienie
144. O praskiej piromance
145. O dniu z życia kwiaciarki
146. O Fiacie Sahara beż ze Stalingradzkiej
147. O mokradłach, co złoto oraz traktor ukrywają
148. O misiu co członkiem rodziny był
149. O słowikach i swojskich prażanach
150. O Althamerze i Gumie co obraził prażan
151. O dziewczynie z perłą
152. O kuligach i okupacyjnej zimie
153. O małpie z dzieciątkiem i Matce Boskiej
154. O egzekucji na Kępnej
155. O wielbłądach z Grochowa
156. O kinomanii
157. O gołębiarstwie na Targówku
158. O niebezpieczeństwach, jakie czyhają na gołębie
159. O handlu dzikimi ptakami śpiewającymi
160. O ścince, czyli w czym znajdują rozrywkę prascy gołębiarze
161. O złotych czasach i zmierzchu praskiego gołębiarstwa
162. O tym, co w gołębiarstwie jest najpiękniejsze
163. O kunie i jastrzębiu
164. O rosole z gołębia i innych pysznych potrawach
165. O wolności i zniewoleniu (ptaków i ludzi)
166. O tym, w jaki sposób z fabryki na Żeraniu znikały auta
167. O tym, co można było znaleźć (lub stracić) na bazarze Różyckiego
168. O Dziupli z ciężką muzą
169. O radzieckim generalne - nabywcy metalowych płyt
170. O Piotrze Ujczaku - bohaterskim masarzu
171. O Git-ludziach i międzydzielnicowych bójkach
172. O piratach video
173. O złodzieju z finezją
174. O przedwojennych smakołykach
175. O sądach ocennych dotyczących Polski Ludowej
176. O powstańczych talizmanach szczęścia
177. O koncercie grupy ABBA w wiejskiej remizie
178. O obiegu dóbr w PRL-u
179. O niepisanych zasadach gitowców
180. O osobliwych geodetach
181. O modzie w Polsce Ludowej
182. O alkoholu, który wypływał z fabryki
Czy Praga Gada to dobry pomysł? Czy uważasz, że ten projekt powinien być kontynuowany? Jeśli chcesz i możesz, pozwól nam realizować projekty bez ograniczeń i kompromisów. Prosimy - pamiętaj o wpisaniu naszego numeru KRS w Twoim formularzu PIT, czyli tych 10 cyfr: 0000241679

Zobacz jak przekazać nam 1% podatku.