metryka epizodu
numer epizodu
152
tytuł epizodu
O kuligach i okupacyjnej zimie
opowiadał
Prof. Janusz Stanny
rok urodzenia
1932
nagrywał
Przemysław Olszewski
wprowadzenie
Mały Janusz, mieszkaniec Grochowa ma 7 lat. Wybucha wojna, a zima jest śnieżna. Na szczęście.
tekst epizodu

R: Nazywam się Janusz Stanny, jestem profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, w Łodzi i grafikiem projektującym, właściwie wszystkie projekty związane z grafiką użytkową, ale robiłem też malarstwo, robiłem też grafikę artystyczną.

Trzeba wrócić do roku 1939 ubiegłego wieku i ja mam iść do szkoły, ale wybucha wojna. I przyznam się, że wojna mnie przeraziła. Przeraziła mnie jako nigdy nieprzeżywane zjawisko. Mieszkaliśmy wtedy na Grochowie przy ulicy Kobielskiej, czyli na prawym brzegu Wisły, czyli, czyli jakby poza Pragą. Bo wtedy Grochów to już były krańce miasta. Tu już właściwie zaczynały się pola, tu już rosła… tak jak chyba mówiłem, tam zboże już rosło, tam już rosły kartofle, tam były pomidory, tam były drewniane domki już w tych polach. Stąd pięknie położone wśród drzew i między innymi do jednego ze znajomych kolegów chodziłem morwy zrywać, bo morwy były bardzo atrakcyjnym, jakby to powiedzieć, atrakcyjną gumą do żucia wtedy, której nie było oczywiście no, jak miałem 10, czy 7 lat. No i ten ’39 rok wybucha wojna i nikt nie jest przygotowany na to jak ta wojna będzie wyglądać, bo to były pokolenia, które jeżeli pokolenie rodziców pamiętało, to pamiętało I Wojnę Światową. Ci dorośli, którzy dorośli w 20-leciu, to całkowicie nie wyobrażali sobie co to znaczy wojna. Tym bardziej, że propaganda była tak ukierunkowana, że za dwa tygodnie mieliśmy być w Berlinie, to nie ja znaczy, ale polskie wojsko miało zdobyć Berlin i dać po uszach Hitlerowi, co jak wiemy nie stało się. Tam było kopanie rowów przeciwlotniczych jak wybuchła wojna, ale to wszystko później się okazało psu na buty, bo ta wojna nie wyglądała tak jak przewidywali, nie jak przewidywała administracja. Co najbardziej mnie zdziwiło to nawet nie huk, bo tam bomby spadły gdzieś spadły 4-go chyba spadły na Okęcie, trochę tam spadło gdzieś w okolicach, musiało na Grochowską, bo Grochowska była takim zresztą ważnym pozostała, bo tam wszystkie wojska jechały na wschód, a potem wracały ze wschodu. Niecodzienny zapach chemii bardzo silnie, bardzo silnie ona wchodzi w chemiczne jakieś komplikacje z tlenem może, nie wiem. W każdym razie ja zapamiętałem, że jako, jako niecodzienny zapach chemii właśnie.

Ale Praga, Praga była dla mnie miejscem… wie pan, wówczas jak ja mieszkałem na Grochowie, to Praga była dużym miastem – tak bym powiedział. To była metropolia. Wie pan, bo tam, bo tam wszystko można było kupić i sprzedać. Na Targowej, na Kijowskiej, co prawda mnie wtedy te handle nie obchodziły, chociaż przy ulicy Kijowskiej od Brzeskiej przy Kijowskiej stał taki szereg handlujących pieczywem. I ja byłem wynajęty przez tych handlujących, byłem wynajęty, bo oni na Brzeskiej mieli gdzieś, oni na Brzeskiej gdzieś mieli taki no magazyn mieli, gdzie mieli ten, może tam piekli? To były pierwsze dni okupacji. Jeszcze on był Żydem ten kolega i tak lataliśmy z tym chlebem od tych magazynów do tych pań, ale pewnego, pewnego dnia szedł patrol niemiecki i zobaczył, co zaczął „Halte”, wie pan tego i doszliśmy z tymi bochenkami chleba, i ja sobie myślę: „No tak, ale on jest Żydem”, bo to już wtedy takie były. Ale ten patrol nic. Wzięli sobie po bochenku chleba od nas i prawdę mówiąc dali nam kopa, żebyśmy uciekali, poszli sobie gdzie chcemy no i to, to tak.

Także Praga, tak jak już powiedziałem, dla mnie Praga to było CITY. Bo wie pan, mieszkałem na Grochowie, a Grochów to już pola, tam tramwaj aleją Waszyngtona jak został, ta linia została wybudowana, no to też to była sensacja, bo tam nic dookoła nie rosło, tam nawet ogródków nie było działkowych wtedy, o którym ja mówię, tam żadnych domów nie było. Także tramwaj pędził z niesamowitą prędkością, a ja z tyłu, przy „cycku” tak zwanym, na sankach! Wie pan, od… z grubsza od ronda przy rondo Waszyngtona, tak, dobrze mówię? Do Wiatracznej! Szalona jazda. Wariactwo pełne. Wie pan, tym bardziej, że jeszcze były, nie wiem co ile, były takie odprowadzające wodę rowy takie melioracyjne. Wie pan, jadąc taki śnieg jak dzisiaj, a ja z kolegą z tyłu przyczepieni pędzimy. Proszę pana, na ulicy Wiatracznej była pętla – to była wyższa szkoła jazdy. A niższa to była za dorożkami to samo robić, tylko że można było dostać batem. To była niższa szkoła jazdy. A wyższa była być na ulicy Wiatracznej, gdzie była pętla tramwajowa i jak tramwaj ruszał z pętli trzeba było podbiec, przerzucić sznurek, bo to był sznurek przez, przez tak zwany „cycek” – „cycek”, czyli łączenie tramwajów, taka jest ta. Przez to i fru, jedziemy! Jedziemy aż do, aż do…

P: Waszyngtona?

R: …do rogu Francuskiej. No i tam on stawał na jakimś przystanku, stawał na przystanku przy parku. Wie pan, zimy to ja pamiętam takie, że normalnie na saniach jeździli ludzie. Mój ojciec miał taksówkę, to nawet były tego rodzaju jakieś niesnaski. Mniej ludzi jeździło taksówkami w pewnym momencie jak padał śnieg. Siadało się sobie hej ha w sanie. A na Jagiellońskiej stały, była tam, tak jak mówiłem, była stajnia na Jagiellońskiej i tam były też sanie. Także to musiał być bardzo użyteczny przedmiot. Po prostu jak ktoś chciał pojechać sobie, ja wiem, z Grochowa na Pragę, no to brał sanie jak było tak jak teraz jest. Te łyżwy. No miało się, ja miałem łyżwy – przykręcane, co jest w ogóle dzisiaj to trzeba by cały ten mechanizm opowiedzieć, co to była łyżwy przykręcane, co to było, i jak to strasznie odrywało zelówkę, która była na ogół drewniana. Wie pan, no bo to… ponieważ w czasie okupacji chodziłem w drewniakach, no bo to niemieckie zarządzenia o oddawaniu skór i oddawaniu, nawet o oddawaniu futer były też, pamiętam takie coś. Ja jeździłem na tych, na takich łyżwach jeździłem, tak, jeździłem wzdłuż po ulicy Grochowskiej po chodniku – przecież nikt nie sprzątał śniegu, po chodniku po zamarzniętym śniegu, ale jak bywałem właśnie na Jagiellońskiej u babki na jakieś święta, na niedziele, na coś takiego, to przy Florianie było lodowisko. Przy Florianie było lodowisko z muzyczką. Wie pan i tam dopiero przeżywałem uroki tego, który jeździ na łyżwach. Na takich właśnie, one się nazywały śniegórki czy coś takiego, wie pan, one taką nazwę miały. Ale tam, wie pan, tam to już była wyższa szkoła jazdy, bo niektórzy, niektórzy starsi ode mnie koledzy potrafili zrobić pistoleta, nie wie pan co to jest? Na prawej nodze przykucnąć, a lewą wyprostować tak – ręce mogły być tak. No ja tego nie umiałem robić, ale wie pan jaki ból w sercu jak się dziewczyny patrzyły na niego? No wie pan, wszystko się liczyło. Zresztą… Kościół Świętego Floriana, on był bardzo takim silnym ośrodkiem pomagającym. ja mówię o okupacji w tej chwili. Tam, tam, tam można było napić się kakałko, wie pan, coś takiego, bo ja nie wiem skąd oni mieli – z Caritasu, czy z Czerwonego Krzyża.

01. O bitwie, co w lany poniedziałek wydarzyła się.
02. O haśle, którego dozorczyni z Jagiellońskiej 35 nie była w stanie podać.
03. O sygnecie, który oficer niemiecki podarował.
04. O życiu, co jest w nim ważne?
05. O baloniku, którego brać nie należało.
06. O drewnianym karabinie
07. O bananowej młodzieży, co nawet w latach 40-tych bananiła.
08. O torcie dla Stalina, który w Wedlu przodownice przygotowały.
09. O aniołku, co banknoty rozdawał.
10. O psotach, do których cytyny wykorzystywano.
11. O ciotce Celinie, co złego oficera zbeształa.
12. O dziwnych rzeczach, co na Tarchomińskiej działy się.
13. O kupczących pyzami, co kucały i aż para szła.
14. O książce, która skłóciła księdza z uczniem.
15. O czekoladach, jakich dziś już nie ma.
16. O Fordzie T, który bolszewików rozgromił.
17. O płaszczu tramwajarskim, co uratował dwóm chłopcom życie.
18. O białym króliku, co został psem
19. O Pradze, co prawdziwym miastem jest.
20. O piechocie, co w niej fajno jest.
21. O bombowych lalkach, których nie należało podnosić.
22. O talerzach i ludzkich żywotach, które podczas wojny stają się bardziej kruche.
23. O małym bohaterze, który zakończył II Wojnę Światową.
24. O chlebie, co ze wspomnień był wypiekany.
25. O worku kartofli, co życie mógł kosztować.
26. O rezolutnej mamie, co oficera Wehrmachtu zgasiła.
27. O latających krowach, co siały spustoszenie na Pradze.
28. O piosence, co sowieckie bomby zagłuszać miała.
29. O bijatykach, co wyłącznie na pięści się odbywały.
30. O malcu, co rozmawiał z Marszałkiem Piłsudskim w cztery oczy.
31. O Jadzi Przodownicy, dla której niezwykły bal wyprawiono w pewnej grochowskiej kamienicy.
32. O drugich śniadaniach, które w międzywojennej szkole powszechnej jadały dzieci na dużych przerwach.
33. O karnawałowych balach, które w międzywojennej szkole powszechnej miały miejsce.
34. O (nie)zwykłej codzienności w pewnej grochowskiej szkole, która mieściła się na ul. Kordeckiego.
35. O psie myśliwskim, co wróble notorycznie zaskakiwał.
36. O wujku Czesiu i jego przyjacielu Józefie, którzy szybsi byli od armii radzieckiej.
37. O dźwiękach, co je było słychać na Pradze.
38. O kredkach, co pogrzeb wielkiego Polaka pozwoliły utrwalić.
39. O wielkim ilustratorze, co się podpisywał JMS.
40. O bateldresach, czyli modzie powojennej.
41. O parowozowni, co z dyktatem kapitału przegrała.
42. O bikiniarzach, co tańczyli boogi-woogi.
43. O tajnych obiektach, których nie wolno rysować.
44. O zbóju z Targówka, którego książka odmieniła (część I)
45. O zbóju z Targówka, którego książka odmieniła (część II)
46. O bimbrze, co to go mieszkańcy Zacisza do Rzeszy pędzili
47. O złej renomie Pragi i autorytecie lekarza.
48. O osobliwym koniu
49. O okradaniu niemieckich transportów
50. O wizycie w kinie
51. O słonicy, co pewna Prażankę na trąbie bujała.
52. O zwierzętach domowych
53. O zakładzie, który wygrać pomogły przekupki
54. O epizodzie zwierzęcym.
55. O radzieckich naukowcach, co amerykańskie samoloty robić chcieli
56. O jeździe na rowerze.
57. O matczynym sercu.
58. O sposobach dorabiania do budżetu domowego
59. O skarbie, jaki amerykańscy wyzwoliciele uwolnionym podarowali
60. O Bikiniarzach, co kolorowe skarpety przywdziewali.
61. O ziółkach, które się legalnie sprzedawało.
62. O powstaniu, którego słonie nie widziały.
63. O starówce, co w gruzach była.
64. O Żółwiu i Karpiu, gdzie głównym daniem był dorsz.
65. O społeczności, co w trójkącie bermudzkim mieszkała.
66. O lodowisku na Stalowej, na którym Marino Marini królował.
67. O meczach piłkarskich, na które tłumy widzów przychodziły.
68. O Edziu Polo, co wiąchę Leninowi słał w południe.
69. O trzech świnkach, co ministra oświaty do domu eskortowały.
70. O przysmaku, co przyczyną osobliwych skojarzeń był.
71. O znaczkach pocztowych, co wszyscy je zbierali.
72. O pływaniu w fosie oraz w Wiśle.
73. O magicznych miejscach, które na Pradze artystów inspirują.
74. O hrabim Krasińskim, co we Władku belfrował.
75. O legendarnym starciu cwaniaczka z Brzeskiej i nobliwego wykładowcy.
76. O Loniu i Cipie, czyli o nauczycielach z międzywojnia.
77. O chłopcu, któremu Bajbus uratował życie. Cz. I
78. O chłopcu, któremu Bajbus uratował życie. Cz. II
79. O mięsożercach, co podczas wojny nie pościli.
80. O pani doktorowej, co postrachem służących była.
81. O balkonie, z którego coś ciągle spadało.
82. O synonimie bohaterstwa Warszawy.
83. O zabawach w wojny trojańskie.
84. O eksplozjach, czyli co się najfajniej wysadzało.
85. O kredzie, co w melona niefortunnie trafiła.
86. O krzywdzie, której nikt na Brzeskiej swojemu nie zrobi.
87. O bladym strachu, który na Niemców na Pradze padł.
88. O znieczuleniu, co od ognia i wojny wybawiało.
89. O orkiestrach podwórkowych, co miejsca ustępowały cyrkowcom.
90. O marzeniu, by karawaniarzem zostać.
91. O Niemcu, co z Brzeskiej w kalesonach wracał.
92. O hazardzie, co bimberkiem był zakrapiany.
93. O Bajbusie, który nie lubił powstania warszawskiego.
94. O ryzyku, jakie trzeba było podjąć.
95. O Konstantym, któremu się pokręciło.
96. O cycku oraz rączce.
97. O zapasach gladiatorskich, czyli jak się jechało i porządek robiło.
98. O kanapkach z miodem, co się w kostki mydła zmieniły.
99. O praskim cwaniaku, co otwierał co chciał. I koniec.
100. O języku łacieńskiem
101. O lojalności i zdradzie
102. O smakach co już nie powrócą
103. O pojedynku z Edkiem Hitlerem
104. O żulu, co oczka miał w mokrym miejscu
105. O meliniarzach, cinkciarzach, konikach i bikiniarzach
106. O twarzy człowieka spotkanego na Dworcu Wschodnim
107. O pierwszym praskim markiecie i innych miejscach Grochowa
108. O Szwedzie który fabrykę cudów zobaczył
109. O elicie bazarowej
110. O kradzieży z rekompensatą
111. O mięsiwie co dziś najdroższe jest
112. O tramwajach co przez pragie pomykały
113. O tym kto zbudował wybieg dla niedźwiedzi
114. O panu Jakoniuku co karmił fretki
115. O luksusowym noclegu w ZOO
116. O ukochanej Goplanie, co kosmyk włosów straciła
117. O warunkach w mieszkaniu na Stalowej
118. O mamie, co jajka wysiadywała
119. O śmiercionośnym plażowaniu
120. O trzech tragediach i bolesnym dojrzewaniu
121. O teatrzykach rewiowych
122. O biuletynie co się z kosza wyturlał
123. O mleku, co się nie rozlało
124. O bombowcu przez karasie strąconym
125. O bitwie o Falenicę
126. O proszku, co grzał
127. O preferencjach kulinarnych żołnierzy rosyjskich
128. O masarni na Targowej
129. O psie co NKWD nawiał
130. O długu w drugiej Rzeczpospolitej zaciągniętym
131. O grze w trzy karty
132. O pantofelkach z żabiej skóry i innych wyrobach praskich
133. O lunaparku w Parku Praskim
134. O zajączkach i świeżutkich dziewczętach
135. O profesorze Papraczu
136. O strajku matematycznym
137. O sposobach na belfrów
138. O karbidzie co się go zrzucało
139. O soli co bardzo piekła
140. O wampirze co na Pradze grasował
141. O frasobliwych kolejek madonnach
142. O torcie co niebem w gębie był
143. O dziadku wspomnienie
144. O praskiej piromance
145. O dniu z życia kwiaciarki
146. O Fiacie Sahara beż ze Stalingradzkiej
147. O mokradłach, co złoto oraz traktor ukrywają
148. O misiu co członkiem rodziny był
149. O słowikach i swojskich prażanach
150. O Althamerze i Gumie co obraził prażan
151. O dziewczynie z perłą
152. O kuligach i okupacyjnej zimie
153. O małpie z dzieciątkiem i Matce Boskiej
154. O egzekucji na Kępnej
155. O wielbłądach z Grochowa
156. O kinomanii
157. O gołębiarstwie na Targówku
158. O niebezpieczeństwach, jakie czyhają na gołębie
159. O handlu dzikimi ptakami śpiewającymi
160. O ścince, czyli w czym znajdują rozrywkę prascy gołębiarze
161. O złotych czasach i zmierzchu praskiego gołębiarstwa
162. O tym, co w gołębiarstwie jest najpiękniejsze
163. O kunie i jastrzębiu
164. O rosole z gołębia i innych pysznych potrawach
165. O wolności i zniewoleniu (ptaków i ludzi)
166. O tym, w jaki sposób z fabryki na Żeraniu znikały auta
167. O tym, co można było znaleźć (lub stracić) na bazarze Różyckiego
168. O Dziupli z ciężką muzą
169. O radzieckim generalne - nabywcy metalowych płyt
170. O Piotrze Ujczaku - bohaterskim masarzu
171. O Git-ludziach i międzydzielnicowych bójkach
172. O piratach video
173. O złodzieju z finezją
174. O przedwojennych smakołykach
175. O sądach ocennych dotyczących Polski Ludowej
176. O powstańczych talizmanach szczęścia
177. O koncercie grupy ABBA w wiejskiej remizie
178. O obiegu dóbr w PRL-u
179. O niepisanych zasadach gitowców
180. O osobliwych geodetach
181. O modzie w Polsce Ludowej
182. O alkoholu, który wypływał z fabryki
Czy Praga Gada to dobry pomysł? Czy uważasz, że ten projekt powinien być kontynuowany? Jeśli chcesz i możesz, pozwól nam realizować projekty bez ograniczeń i kompromisów. Prosimy - pamiętaj o wpisaniu naszego numeru KRS w Twoim formularzu PIT, czyli tych 10 cyfr: 0000241679

Zobacz jak przekazać nam 1% podatku.