metryka epizodu
numer epizodu
149
tytuł epizodu
O słowikach i swojskich prażanach
opowiadał
Halina Cieszkowska
rok urodzenia
nagrywał
Przemysław Olszewski
wprowadzenie
Opowieść pani Haliny o życiu na Pradze, gdzie czas płynie trochę inaczej, a niezwykły klimat tego miejsca szybko udziela się nowym mieszkańcom.
tekst epizodu
Ja właśnie... jak to było? To się zdarzyło wszystko w 1959 roku...59 roku? Aha, już teraz wiem. Po prostu mój mąż pracował, przez wiele lat był pracownikiem – od zarania niemal, zakładów im. Dymitrowa ,tak się nazywały w czasie PRL-u zakłady im. Dymitrowa, to było po prostu wspaniała fabryka Szpotańskiego, bardzo znana i bardzo ceniona po wojnie. Mój mąż był elektryk, więc... elektryk, więc tam prowadził jakąś pracownie i tam właśnie pracował, potem odgruzowywał tą fabrykę, potem zawsze opowiadali o tym wspaniałym swoim dyrektorze Szpotańskim, który tak potrafił ludzi... on zawsze dbał o swój personel bardzo, a jednocześnie potrafił... był świetnym psychologiem. Przychodził na przykład do pracy troszkę wcześniej, zjawiał się czasem niespodziewanie i jak kogoś nie było jeszcze przy stoisku, to pisał: "Pracę zaczynamy o 7:00". Kładł karteczkę i wychodził. No ale dla swoich, to miał dużo... Nieżonaty, to chciał koniecznie żeby byli żonaci, jak zawierali śluby małżeńskie, to dostawali specjalną premię, bo wtedy to był już taki stały raczej pracownik, taki ustabilizowany młody człowiek. I jak się rodziło dziecko to samo. Mieli różne przywileje, ogromne w tej fabryce Szpotańskiego. No więc mój mąż, który pracował w fabryce w Szpotańskim po wojnie też, to zaczęli tam budować dla pracowników domy. I wybudowali takie dwa domy pracownicze – jeden był na Brukowej (jest w dalszym ciągu), a drugi był tutaj właśnie. Tu na tej Pradze, ja przyjechałam zobaczyć tutaj któregoś wieczoru jak tu się buduje ten dom, w którym ja będę mieszkała z moimi dziećmi malutkimi, które się urodziły i z moim mężem będziemy mieli własne mieszkanie! Więc cieszyliśmy się, że tu będzie mieszkanie, pojechałam tu na Pragę zobaczyć. Przyjechałam gdzieś tak pod wieczór, pomyślałam: "Boże, gdzie ja się znalazłam tutaj?" – to zupełnie jak w tej bajce Andersena, co to włożył gość te kalosze szczęścia i raptem się znalazł w średniowieczu – "To jakieś średniowiecze!" Latarnie gazowe, kocie łby na tej Stalowej, rynsztoki, jakaś babka wyszła z... sporo drewniaków, jakaś wyszła z drewniaku i chlusnęła, nieomal na mnie, do rynsztoku z jakiegoś wiadra! Myślę: "No straszne! Gdzie ja tu będę mieszkać?!" Wcale mi się to nie podobało. I to była taka plomba, ten dom był taką plombą właśnie, już takim nowoczesnym bardziej domem, prawda, tutaj te wszystkie inne domy nie miały dobrej, dobrej tej... nie było tych łazienek, nie było niczego. A tu już były łazienki, wszystko! No i to było to. I to mieszkanie mam od tamtych czasów, cały czas. Marzyłam o tym żeby był balkon, nawet świecę Matce Boskiej postawiłam u Marianów, ale Matka Boska widocznie przesądziła, że dzieci mogą mi wypaść na ulicę, więc dostałam bez balkonu, bez balkonu, ale bardzo żeśmy się cieszyli tym mieszkaniem, bardzo, bardzo! Jakie miłe sąsiedztwo było! Byli księża Marianie, jeszcze wtedy byli młodzi tutaj, mieli tutaj swoich kleryków, grali w siatkówkę tu zaraz za tymi murami, bardzo to było miłe sąsiedztwo wtedy. No, ale były latarnie gazowe! Naprzeciwko nie było tego domu, który jest w tej chwili, ale był ogród księży Marianów. I w tym ogrodzie było Caritasowskie przedszkole i te zakonnice tam się bawiły z tymi dziećmi, słowiki jeszcze śpiewały w tych krzakach, które... wśród drzew, których teraz już nie ma, bo jest dom na przeciwko. Były kwiaty, był słowiki, były drzewa pięknie kwitnące, było bardzo miło naprzeciwko. Zaczęłam tą Warszawę, zaczęłam cenić. Byłam zauroczona takimi starymi, tymi starymi podwórkami i tymi starymi domami, tymi różnymi przejściami takimi starymi i tymi... te gazowe latarnie mi się strasznie podobały! Przychodził ten pan, jak tylko był taki zmierzch, jak w tej chwili i na takim... z takim długim, ja jak nazwałam bumbicygu – to był taki długi kij, tam to było zamontowane takie coś i on tam zapalał te latarnie tak podnosił do góry to i zapalało się tak te gazowe latarnie. Przez jeszcze długi czas to było wszystko, te latarnie. Poza tym tu byli ludzie tacy jacyś swojscy. Ja się tu poczułam swojsko, bardzo swojsko. Zaraz na początku podobała mi się ta swojskość Pragi, że tutaj byli tacy, no właśnie, tacy swoim ludzie. I ci rzemieślnicy, którzy tutaj byli, byli nadzwyczajni! Był taki szewc, którego już dawno, dawno nie ma, który opowiadał o swoich jakiś historiach jak on był jeszcze pod zaborami gdzieś, jak on gdzieś był... zwiedzał Syberię, ale nie że był wysłany, tylko po prostu tak na wczasy. I mówił: "Szanowna Pani" zawsze, "Szanowna Pani", "Dobrodziejko" i "Szanowna Pani". Może on z Galicji pochodził? Nie wiem. O był takim szewcem, już dawno, dawno go nie ma, na Stalowej. Potem na Stalowej miałam, to się miało swojego, swojego szewca, swój ulubiony sklep i tak dalej. Tak można było mieć właśnie. I tak miałam właśnie swoje ulubione sklepy tutaj też na Pradze, miałam taki ulubiony sklep na rogu Czynszowej i mojej tej... i Stalowej i jeden z licznych sklepów tutejszych branży, jak to się kiedyś mówiło, kolonialnej, a już potem się mówiło w PRL-u spożywczy i tam była taka pani Jadzia. Było tam dużo, były tam trzy panie, była kierowniczka, była pani Jadzia, ale pani Jadzia była wyjątkowa, bo ona było wyjątkowo sympatyczna do wszystkich – i do dzieci i do starszych ludzi, i taka była zawsze uśmiechnięta i to ją jakoś wyróżniło. A tym bardziej ją wyróżniłam jak zobaczyłam, że ona, że jak jadę 4, wsiadam w 4 – bo wtedy 4 chodziła stąd, 4 to jest historyczny tramwaj... ja zauważyłam, ze pan motorniczy w pewnym momencie lekko przyhamowuje jak wyjeżdża z przystanku następnego, znaczy na rogu mniej więcej Konopackiej, że on troszeczkę, jak to się mówi, przystopowuje i zaczyna machać komuś, kto na parterze, przez okienko tam tej kamienicy macha mu, okazało się, że to pani Jadzia! I to jest bardzo miłe małżeństwo! Już dochowali się czworga dzieci, często ich widuję w kościele. No przykro mi jest jak teraz idę Wileńską, coraz więcej jest puste i napisane: "Lokal do wynajęcia" , "Lokal do wynajęcia", w ogóle doszłam do wniosku, że Praga traci w tej chwili swoje oblicze. Bo ona miała oblicze swoje charakterystyczne handlowo-rzemieślnicze. Ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Rzetelnego rzemiosła i rzetelnego kupiectwa. A w tej chwili właściwie ona miała być niby nowoczesna, zostało stworzone całe to takie jakieś , ośrodek tej nowoczesności na ul. Radzymińskiej chyba, czy na Ząbkowskiej? Na Ząbkowskiej tam, na Ząbkowskiej są te nowe... jest nowe osiedle, tam osiedlono dużo ludzi, ciekawych ludzi tam się dużo osiedliło i się usiłuje właśnie zrobić z tej, z tej Pragi coś takiego nowoczesnego, ale jakoś to chyba na razie nie wychodzi, w końcu straciła tamto oblicze, nowego to właściwie jeszcze nie ma no i nie wiem co to z tej Pragi będzie w ogóle. Nie wiem. Ja jestem zmartwiona tym, jestem zmartwiona po prostu. I bardzo się cieszę jeżeli staramy się jeszcze po prostu i pamiętać o tej starej Pradze, która jest bardzo charakterystyczna przecież.
01. O bitwie, co w lany poniedziałek wydarzyła się.
02. O haśle, którego dozorczyni z Jagiellońskiej 35 nie była w stanie podać.
03. O sygnecie, który oficer niemiecki podarował.
04. O życiu, co jest w nim ważne?
05. O baloniku, którego brać nie należało.
06. O drewnianym karabinie
07. O bananowej młodzieży, co nawet w latach 40-tych bananiła.
08. O torcie dla Stalina, który w Wedlu przodownice przygotowały.
09. O aniołku, co banknoty rozdawał.
10. O psotach, do których cytyny wykorzystywano.
11. O ciotce Celinie, co złego oficera zbeształa.
12. O dziwnych rzeczach, co na Tarchomińskiej działy się.
13. O kupczących pyzami, co kucały i aż para szła.
14. O książce, która skłóciła księdza z uczniem.
15. O czekoladach, jakich dziś już nie ma.
16. O Fordzie T, który bolszewików rozgromił.
17. O płaszczu tramwajarskim, co uratował dwóm chłopcom życie.
18. O białym króliku, co został psem
19. O Pradze, co prawdziwym miastem jest.
20. O piechocie, co w niej fajno jest.
21. O bombowych lalkach, których nie należało podnosić.
22. O talerzach i ludzkich żywotach, które podczas wojny stają się bardziej kruche.
23. O małym bohaterze, który zakończył II Wojnę Światową.
24. O chlebie, co ze wspomnień był wypiekany.
25. O worku kartofli, co życie mógł kosztować.
26. O rezolutnej mamie, co oficera Wehrmachtu zgasiła.
27. O latających krowach, co siały spustoszenie na Pradze.
28. O piosence, co sowieckie bomby zagłuszać miała.
29. O bijatykach, co wyłącznie na pięści się odbywały.
30. O malcu, co rozmawiał z Marszałkiem Piłsudskim w cztery oczy.
31. O Jadzi Przodownicy, dla której niezwykły bal wyprawiono w pewnej grochowskiej kamienicy.
32. O drugich śniadaniach, które w międzywojennej szkole powszechnej jadały dzieci na dużych przerwach.
33. O karnawałowych balach, które w międzywojennej szkole powszechnej miały miejsce.
34. O (nie)zwykłej codzienności w pewnej grochowskiej szkole, która mieściła się na ul. Kordeckiego.
35. O psie myśliwskim, co wróble notorycznie zaskakiwał.
36. O wujku Czesiu i jego przyjacielu Józefie, którzy szybsi byli od armii radzieckiej.
37. O dźwiękach, co je było słychać na Pradze.
38. O kredkach, co pogrzeb wielkiego Polaka pozwoliły utrwalić.
39. O wielkim ilustratorze, co się podpisywał JMS.
40. O bateldresach, czyli modzie powojennej.
41. O parowozowni, co z dyktatem kapitału przegrała.
42. O bikiniarzach, co tańczyli boogi-woogi.
43. O tajnych obiektach, których nie wolno rysować.
44. O zbóju z Targówka, którego książka odmieniła (część I)
45. O zbóju z Targówka, którego książka odmieniła (część II)
46. O bimbrze, co to go mieszkańcy Zacisza do Rzeszy pędzili
47. O złej renomie Pragi i autorytecie lekarza.
48. O osobliwym koniu
49. O okradaniu niemieckich transportów
50. O wizycie w kinie
51. O słonicy, co pewna Prażankę na trąbie bujała.
52. O zwierzętach domowych
53. O zakładzie, który wygrać pomogły przekupki
54. O epizodzie zwierzęcym.
55. O radzieckich naukowcach, co amerykańskie samoloty robić chcieli
56. O jeździe na rowerze.
57. O matczynym sercu.
58. O sposobach dorabiania do budżetu domowego
59. O skarbie, jaki amerykańscy wyzwoliciele uwolnionym podarowali
60. O Bikiniarzach, co kolorowe skarpety przywdziewali.
61. O ziółkach, które się legalnie sprzedawało.
62. O powstaniu, którego słonie nie widziały.
63. O starówce, co w gruzach była.
64. O Żółwiu i Karpiu, gdzie głównym daniem był dorsz.
65. O społeczności, co w trójkącie bermudzkim mieszkała.
66. O lodowisku na Stalowej, na którym Marino Marini królował.
67. O meczach piłkarskich, na które tłumy widzów przychodziły.
68. O Edziu Polo, co wiąchę Leninowi słał w południe.
69. O trzech świnkach, co ministra oświaty do domu eskortowały.
70. O przysmaku, co przyczyną osobliwych skojarzeń był.
71. O znaczkach pocztowych, co wszyscy je zbierali.
72. O pływaniu w fosie oraz w Wiśle.
73. O magicznych miejscach, które na Pradze artystów inspirują.
74. O hrabim Krasińskim, co we Władku belfrował.
75. O legendarnym starciu cwaniaczka z Brzeskiej i nobliwego wykładowcy.
76. O Loniu i Cipie, czyli o nauczycielach z międzywojnia.
77. O chłopcu, któremu Bajbus uratował życie. Cz. I
78. O chłopcu, któremu Bajbus uratował życie. Cz. II
79. O mięsożercach, co podczas wojny nie pościli.
80. O pani doktorowej, co postrachem służących była.
81. O balkonie, z którego coś ciągle spadało.
82. O synonimie bohaterstwa Warszawy.
83. O zabawach w wojny trojańskie.
84. O eksplozjach, czyli co się najfajniej wysadzało.
85. O kredzie, co w melona niefortunnie trafiła.
86. O krzywdzie, której nikt na Brzeskiej swojemu nie zrobi.
87. O bladym strachu, który na Niemców na Pradze padł.
88. O znieczuleniu, co od ognia i wojny wybawiało.
89. O orkiestrach podwórkowych, co miejsca ustępowały cyrkowcom.
90. O marzeniu, by karawaniarzem zostać.
91. O Niemcu, co z Brzeskiej w kalesonach wracał.
92. O hazardzie, co bimberkiem był zakrapiany.
93. O Bajbusie, który nie lubił powstania warszawskiego.
94. O ryzyku, jakie trzeba było podjąć.
95. O Konstantym, któremu się pokręciło.
96. O cycku oraz rączce.
97. O zapasach gladiatorskich, czyli jak się jechało i porządek robiło.
98. O kanapkach z miodem, co się w kostki mydła zmieniły.
99. O praskim cwaniaku, co otwierał co chciał. I koniec.
100. O języku łacieńskiem
101. O lojalności i zdradzie
102. O smakach co już nie powrócą
103. O pojedynku z Edkiem Hitlerem
104. O żulu, co oczka miał w mokrym miejscu
105. O meliniarzach, cinkciarzach, konikach i bikiniarzach
106. O twarzy człowieka spotkanego na Dworcu Wschodnim
107. O pierwszym praskim markiecie i innych miejscach Grochowa
108. O Szwedzie który fabrykę cudów zobaczył
109. O elicie bazarowej
110. O kradzieży z rekompensatą
111. O mięsiwie co dziś najdroższe jest
112. O tramwajach co przez pragie pomykały
113. O tym kto zbudował wybieg dla niedźwiedzi
114. O panu Jakoniuku co karmił fretki
115. O luksusowym noclegu w ZOO
116. O ukochanej Goplanie, co kosmyk włosów straciła
117. O warunkach w mieszkaniu na Stalowej
118. O mamie, co jajka wysiadywała
119. O śmiercionośnym plażowaniu
120. O trzech tragediach i bolesnym dojrzewaniu
121. O teatrzykach rewiowych
122. O biuletynie co się z kosza wyturlał
123. O mleku, co się nie rozlało
124. O bombowcu przez karasie strąconym
125. O bitwie o Falenicę
126. O proszku, co grzał
127. O preferencjach kulinarnych żołnierzy rosyjskich
128. O masarni na Targowej
129. O psie co NKWD nawiał
130. O długu w drugiej Rzeczpospolitej zaciągniętym
131. O grze w trzy karty
132. O pantofelkach z żabiej skóry i innych wyrobach praskich
133. O lunaparku w Parku Praskim
134. O zajączkach i świeżutkich dziewczętach
135. O profesorze Papraczu
136. O strajku matematycznym
137. O sposobach na belfrów
138. O karbidzie co się go zrzucało
139. O soli co bardzo piekła
140. O wampirze co na Pradze grasował
141. O frasobliwych kolejek madonnach
142. O torcie co niebem w gębie był
143. O dziadku wspomnienie
144. O praskiej piromance
145. O dniu z życia kwiaciarki
146. O Fiacie Sahara beż ze Stalingradzkiej
147. O mokradłach, co złoto oraz traktor ukrywają
148. O misiu co członkiem rodziny był
149. O słowikach i swojskich prażanach
150. O Althamerze i Gumie co obraził prażan
151. O dziewczynie z perłą
152. O kuligach i okupacyjnej zimie
153. O małpie z dzieciątkiem i Matce Boskiej
154. O egzekucji na Kępnej
155. O wielbłądach z Grochowa
156. O kinomanii
157. O gołębiarstwie na Targówku
158. O niebezpieczeństwach, jakie czyhają na gołębie
159. O handlu dzikimi ptakami śpiewającymi
160. O ścince, czyli w czym znajdują rozrywkę prascy gołębiarze
161. O złotych czasach i zmierzchu praskiego gołębiarstwa
162. O tym, co w gołębiarstwie jest najpiękniejsze
163. O kunie i jastrzębiu
164. O rosole z gołębia i innych pysznych potrawach
165. O wolności i zniewoleniu (ptaków i ludzi)
166. O tym, w jaki sposób z fabryki na Żeraniu znikały auta
167. O tym, co można było znaleźć (lub stracić) na bazarze Różyckiego
168. O Dziupli z ciężką muzą
169. O radzieckim generalne - nabywcy metalowych płyt
170. O Piotrze Ujczaku - bohaterskim masarzu
171. O Git-ludziach i międzydzielnicowych bójkach
172. O piratach video
173. O złodzieju z finezją
174. O przedwojennych smakołykach
175. O sądach ocennych dotyczących Polski Ludowej
176. O powstańczych talizmanach szczęścia
177. O koncercie grupy ABBA w wiejskiej remizie
178. O obiegu dóbr w PRL-u
179. O niepisanych zasadach gitowców
180. O osobliwych geodetach
181. O modzie w Polsce Ludowej
182. O alkoholu, który wypływał z fabryki
Czy Praga Gada to dobry pomysł? Czy uważasz, że ten projekt powinien być kontynuowany? Jeśli chcesz i możesz, pozwól nam realizować projekty bez ograniczeń i kompromisów. Prosimy - pamiętaj o wpisaniu naszego numeru KRS w Twoim formularzu PIT, czyli tych 10 cyfr: 0000241679

Zobacz jak przekazać nam 1% podatku.