metryka epizodu
numer epizodu
108
tytuł epizodu
O Szwedzie który fabrykę cudów zobaczył
opowiadał
Eugeniusz Jugo
rok urodzenia
1949
nagrywał
Przemysław Olszewski
wprowadzenie
Na bazarze Różyckiego miłosiernie urzęduje pani Maria. Karmi godnych, a i spragnionym nie pozwoli odejść o suchym gardle.
tekst epizodu
On był Polakiem, tylko wyjechał do Szwecji tam i został już na stałe. No i on przyjechał do Warszawy, ja opowiedziałem mu, że tu na Pradze, na której mieszkam, to jak się pójdzie na Brzeską – to, to jest normalnie miasto cudów i tam można wszystko zobaczyć. A on: "A co?" – ja mówię: "No słuchaj, jak zobaczysz... Teraz, która godzina jest? Jedenasta w nocy. No to jak pójdziesz gdziekolwiek, to do restauracji nie wejdziesz, bo musi być krawat, to… jeszcze coś na szybę przykleić żeby Cię wpuścili. A pojedziemy na Brzeską, wejdziemy za kiosk Ruchu i tam masz: schabowy, piwo, wszystko... setę, proszę uprzejmie. Na miejscu, dostajesz na talerzu wszystko podane." – "Nie, nie opowiadaj tam!", mówię: "No słuchaj, no to..." To on specjalnie, żeby przeżyć tu przeprowadził się do mnie tutaj na 3 dni. To on mówi: "To kiedy idziemy?" - "To chodź, idziemy zaraz,no!" Idziemy tam do pani Marii, i to było tam jest tylko jak tam się zaczyna Brzeska, jest taki ciąg po lewej stronie tych budynków, mniej więcej one dochodzą do wejścia na bazar, to tam była taka wnęka, stał taki budynek i tu przy samym chodniku był kiosk Ruchu, w tej wnęce i za tym kioskiem pani Maria miała swój świat. No i dopóki jeszcze tam myśmy poszli, no piwo, schabowy, normalnie, widelczyk... wszystko tak jak w restauracji, z serweteczką, wszystko. I dopóki nie podjechała milicja wtedy jeszcze, to on był jeszcze spokojny, ale jak podjechała milicja i do milicji jeden z ludzi, którzy tam pomagali pani Marii, poczuł się o dwa talerze, podszedł do tego radiowozu zaniósł dwa schabowe, Ci policjanci zjedli te schabowe w tym samochodzie "dziękujemy"- "do widzenia"! No to "do widzenia". Odjechali, to on uwierzył, że już wszystko jest możliwe na tej Brzeskiej. Podjeżdża policja, tu meta, bo to meta była – gorzała, piwo, gdzie nie można było nic kupić, a tu można wszystko było! I co najważniejsze, było pewne, że tam nikt nigdy w życiu nie mógł się zatruć! Bo jak by ktoś się zatruł, gdzie to było zawsze świeżutkie, z roli, to było smaczne! Jakby ktoś się zatruł, to co? Następnego dnia by przyszedł i zrobił taką awanturę, że tam tego kiosku Ruchu nawet by nie było już! I pomijam tego całego interesu, no... I z resztą to kwitło to potem na bazarze samym jako takim, że tam i pyzy i flaki i tam wszystko było. No bo Ci ludzi dbali o to, mimo tego, że to było robione w domu, czy tam wie pan, może nie akurat takich..., że sanepid by się nie mógł przyczepić, ale było to robione tak, żeby nikt nie mógł zachorować od tego, no! Czyli było to lepiej niż w knajpie, no. Bo w knajpie to nie raz się zdarzyło tak, że ktoś poszedł i trzy dni potem już zdychał po tym co zjadł – ja nie mówię, że wypił za dużo, ale po tym co zjadł też się mógł rozchorować. A tu wszystko było normalnie.
P: Ta pani Maria, to np. w jaki sposób ona funkcjonowała oficjalnie?
Na krześle siedziała, tutej, tu była budka Ruchu, tył budki Ruchu, tu miała taki stolik i tutej miała te termosy z tym wszystkim... To było normalnie na ulicy, no! W dzień tego nie było! To tam było czysto. To zaczynało się tak ok.20:00. I to leciało, wie pan, do końca towaru, no. Przeważnie, to wie pan, to się odbywało tak 2:00-3:00, no... Podjeżdżała ta, ta – milicja, przyjechała, dostali to, "do widzenia", no i te taksówki przyjeżdżały, też kupowali, przez szybkę podawali, i odjazd dalej.
P: Taki jak Mc’n’Drive jest teraz!
No tak! No tak! Coś tak... prawie tak, no! No i... ale mówię panu, to było o tyle dobre, że ona miała na pewno wszystko tak, na takim poziomie, że tu ludzie przyjeżdżali, bo to było fajne i jako, wie pan, jakoś kuriozum tego całego...
P: No tak, atrakcja!
No, atrakcja też, no.
P: Yhm...
On mówi: "Słuchaj, w Szwecji to jest niemożliwe", mówię, no: "Ja Ci powiedziałem, że to jest miasto cudów, no to chodź to uwierzysz w to, no. To będziesz wiedział na czym to polega, no." Potem ile razy tylko przyjeżdżał to: "Co, idziemy do pani Marii?", ja mówię: "Dobra, chodź – idziemy" i po tym jeszcze chyba z trzy razy byliśmy! Już mieszkał w hotelu, bo już wie pan – bo stąd było bliżej, chciał zobaczyć dojście stamtąd, jako, jako takie jako było, że tam jak się idzie po drodze wszystko, cały ten... klimat jaki tu jest, bo to rzeczywiście tu był – wie pan teraz to już nie ma tak jak kiedyś, no. Było tak, że mógł pan wyjść, ubrania... byś pan goły, no! Albo też było tak, no bo to też nie przebierali w środkach.
P: Panu się tak zdarzyło?
Nie, nie – ale mojemu koledze np. który jechał do Bułgarii, wie pan, że ludzie wtedy wywozili wszystko co się dało... kolega, proszę pana, lisy do Bułgarii wywoził. I on... a on jest z Płocka. I on, proszę pana, te lisy nie wiem w jaki sposób, ale to jego tajemnica była, popakował, wie pan jak groszek… groszek, to mniej więcej jest tej wielkości puszka, prawda? No a jak pan się uparł to i tego lisa pan zmieścił w taką puszkę! No to tak pan skręcił, no i on tak tych puszek miał w tym bagażniku. I coś jeszcze poszli dokupić na bazar, wie pan, no i jak przyszli, to już niestety groszku nie było. Ja kiedyś wróciłem, nie pamiętam skądś, poszedłem z żoną na bazar, no to jak żeśmy przyszli do domu, to ona miała torebkę przeciętą, a za mną szli i się szykowali żeby mi zerwać łańcuch i ten, ten, bo widziałem, że idą za mną, na bazarze. To byli fachowcy już, no. Ale to też już źle akurat trafiali, bo żona pracowała akurat tam taki bar był i ona tam pracowała. Przy samym tym bazarze, tam wszyscy ją znali, a tu musieli być jacyś nowi... Także... nawet jakby coś takiego zaistniało, to by... musiałoby to wrócić z powrotem do nas, bo...
P: Sami swoi...
No… Z resztą wie pan, to rzeczywiście to była fabryka tutaj cudów też, bo... to na dobrą sprawę na bazarze mógł pan kupić wszystko, no. Jakby się kto uparł to by samolot chyba kupił, no. Ja już pomijam kartki, bo kartki, to były wie pan –tak jakby mieli swoją drukarnie, to tam można było kupić tonę kartek, no. Wszystko. No dyplom inżyniera na przykład, no, to wie pan, no – z dokładnie z latami gdzie pan był uczniem i studentem, no wszystko! Nie takie ludzie rzeczy robią i będą dalej robić.
01. O bitwie, co w lany poniedziałek wydarzyła się.
02. O haśle, którego dozorczyni z Jagiellońskiej 35 nie była w stanie podać.
03. O sygnecie, który oficer niemiecki podarował.
04. O życiu, co jest w nim ważne?
05. O baloniku, którego brać nie należało.
06. O drewnianym karabinie
07. O bananowej młodzieży, co nawet w latach 40-tych bananiła.
08. O torcie dla Stalina, który w Wedlu przodownice przygotowały.
09. O aniołku, co banknoty rozdawał.
10. O psotach, do których cytyny wykorzystywano.
11. O ciotce Celinie, co złego oficera zbeształa.
12. O dziwnych rzeczach, co na Tarchomińskiej działy się.
13. O kupczących pyzami, co kucały i aż para szła.
14. O książce, która skłóciła księdza z uczniem.
15. O czekoladach, jakich dziś już nie ma.
16. O Fordzie T, który bolszewików rozgromił.
17. O płaszczu tramwajarskim, co uratował dwóm chłopcom życie.
18. O białym króliku, co został psem
19. O Pradze, co prawdziwym miastem jest.
20. O piechocie, co w niej fajno jest.
21. O bombowych lalkach, których nie należało podnosić.
22. O talerzach i ludzkich żywotach, które podczas wojny stają się bardziej kruche.
23. O małym bohaterze, który zakończył II Wojnę Światową.
24. O chlebie, co ze wspomnień był wypiekany.
25. O worku kartofli, co życie mógł kosztować.
26. O rezolutnej mamie, co oficera Wehrmachtu zgasiła.
27. O latających krowach, co siały spustoszenie na Pradze.
28. O piosence, co sowieckie bomby zagłuszać miała.
29. O bijatykach, co wyłącznie na pięści się odbywały.
30. O malcu, co rozmawiał z Marszałkiem Piłsudskim w cztery oczy.
31. O Jadzi Przodownicy, dla której niezwykły bal wyprawiono w pewnej grochowskiej kamienicy.
32. O drugich śniadaniach, które w międzywojennej szkole powszechnej jadały dzieci na dużych przerwach.
33. O karnawałowych balach, które w międzywojennej szkole powszechnej miały miejsce.
34. O (nie)zwykłej codzienności w pewnej grochowskiej szkole, która mieściła się na ul. Kordeckiego.
35. O psie myśliwskim, co wróble notorycznie zaskakiwał.
36. O wujku Czesiu i jego przyjacielu Józefie, którzy szybsi byli od armii radzieckiej.
37. O dźwiękach, co je było słychać na Pradze.
38. O kredkach, co pogrzeb wielkiego Polaka pozwoliły utrwalić.
39. O wielkim ilustratorze, co się podpisywał JMS.
40. O bateldresach, czyli modzie powojennej.
41. O parowozowni, co z dyktatem kapitału przegrała.
42. O bikiniarzach, co tańczyli boogi-woogi.
43. O tajnych obiektach, których nie wolno rysować.
44. O zbóju z Targówka, którego książka odmieniła (część I)
45. O zbóju z Targówka, którego książka odmieniła (część II)
46. O bimbrze, co to go mieszkańcy Zacisza do Rzeszy pędzili
47. O złej renomie Pragi i autorytecie lekarza.
48. O osobliwym koniu
49. O okradaniu niemieckich transportów
50. O wizycie w kinie
51. O słonicy, co pewna Prażankę na trąbie bujała.
52. O zwierzętach domowych
53. O zakładzie, który wygrać pomogły przekupki
54. O epizodzie zwierzęcym.
55. O radzieckich naukowcach, co amerykańskie samoloty robić chcieli
56. O jeździe na rowerze.
57. O matczynym sercu.
58. O sposobach dorabiania do budżetu domowego
59. O skarbie, jaki amerykańscy wyzwoliciele uwolnionym podarowali
60. O Bikiniarzach, co kolorowe skarpety przywdziewali.
61. O ziółkach, które się legalnie sprzedawało.
62. O powstaniu, którego słonie nie widziały.
63. O starówce, co w gruzach była.
64. O Żółwiu i Karpiu, gdzie głównym daniem był dorsz.
65. O społeczności, co w trójkącie bermudzkim mieszkała.
66. O lodowisku na Stalowej, na którym Marino Marini królował.
67. O meczach piłkarskich, na które tłumy widzów przychodziły.
68. O Edziu Polo, co wiąchę Leninowi słał w południe.
69. O trzech świnkach, co ministra oświaty do domu eskortowały.
70. O przysmaku, co przyczyną osobliwych skojarzeń był.
71. O znaczkach pocztowych, co wszyscy je zbierali.
72. O pływaniu w fosie oraz w Wiśle.
73. O magicznych miejscach, które na Pradze artystów inspirują.
74. O hrabim Krasińskim, co we Władku belfrował.
75. O legendarnym starciu cwaniaczka z Brzeskiej i nobliwego wykładowcy.
76. O Loniu i Cipie, czyli o nauczycielach z międzywojnia.
77. O chłopcu, któremu Bajbus uratował życie. Cz. I
78. O chłopcu, któremu Bajbus uratował życie. Cz. II
79. O mięsożercach, co podczas wojny nie pościli.
80. O pani doktorowej, co postrachem służących była.
81. O balkonie, z którego coś ciągle spadało.
82. O synonimie bohaterstwa Warszawy.
83. O zabawach w wojny trojańskie.
84. O eksplozjach, czyli co się najfajniej wysadzało.
85. O kredzie, co w melona niefortunnie trafiła.
86. O krzywdzie, której nikt na Brzeskiej swojemu nie zrobi.
87. O bladym strachu, który na Niemców na Pradze padł.
88. O znieczuleniu, co od ognia i wojny wybawiało.
89. O orkiestrach podwórkowych, co miejsca ustępowały cyrkowcom.
90. O marzeniu, by karawaniarzem zostać.
91. O Niemcu, co z Brzeskiej w kalesonach wracał.
92. O hazardzie, co bimberkiem był zakrapiany.
93. O Bajbusie, który nie lubił powstania warszawskiego.
94. O ryzyku, jakie trzeba było podjąć.
95. O Konstantym, któremu się pokręciło.
96. O cycku oraz rączce.
97. O zapasach gladiatorskich, czyli jak się jechało i porządek robiło.
98. O kanapkach z miodem, co się w kostki mydła zmieniły.
99. O praskim cwaniaku, co otwierał co chciał. I koniec.
100. O języku łacieńskiem
101. O lojalności i zdradzie
102. O smakach co już nie powrócą
103. O pojedynku z Edkiem Hitlerem
104. O żulu, co oczka miał w mokrym miejscu
105. O meliniarzach, cinkciarzach, konikach i bikiniarzach
106. O twarzy człowieka spotkanego na Dworcu Wschodnim
107. O pierwszym praskim markiecie i innych miejscach Grochowa
108. O Szwedzie który fabrykę cudów zobaczył
109. O elicie bazarowej
110. O kradzieży z rekompensatą
111. O mięsiwie co dziś najdroższe jest
112. O tramwajach co przez pragie pomykały
113. O tym kto zbudował wybieg dla niedźwiedzi
114. O panu Jakoniuku co karmił fretki
115. O luksusowym noclegu w ZOO
116. O ukochanej Goplanie, co kosmyk włosów straciła
117. O warunkach w mieszkaniu na Stalowej
118. O mamie, co jajka wysiadywała
119. O śmiercionośnym plażowaniu
120. O trzech tragediach i bolesnym dojrzewaniu
121. O teatrzykach rewiowych
122. O biuletynie co się z kosza wyturlał
123. O mleku, co się nie rozlało
124. O bombowcu przez karasie strąconym
125. O bitwie o Falenicę
126. O proszku, co grzał
127. O preferencjach kulinarnych żołnierzy rosyjskich
128. O masarni na Targowej
129. O psie co NKWD nawiał
130. O długu w drugiej Rzeczpospolitej zaciągniętym
131. O grze w trzy karty
132. O pantofelkach z żabiej skóry i innych wyrobach praskich
133. O lunaparku w Parku Praskim
134. O zajączkach i świeżutkich dziewczętach
135. O profesorze Papraczu
136. O strajku matematycznym
137. O sposobach na belfrów
138. O karbidzie co się go zrzucało
139. O soli co bardzo piekła
140. O wampirze co na Pradze grasował
141. O frasobliwych kolejek madonnach
142. O torcie co niebem w gębie był
143. O dziadku wspomnienie
144. O praskiej piromance
145. O dniu z życia kwiaciarki
146. O Fiacie Sahara beż ze Stalingradzkiej
147. O mokradłach, co złoto oraz traktor ukrywają
148. O misiu co członkiem rodziny był
149. O słowikach i swojskich prażanach
150. O Althamerze i Gumie co obraził prażan
151. O dziewczynie z perłą
152. O kuligach i okupacyjnej zimie
153. O małpie z dzieciątkiem i Matce Boskiej
154. O egzekucji na Kępnej
155. O wielbłądach z Grochowa
156. O kinomanii
157. O gołębiarstwie na Targówku
158. O niebezpieczeństwach, jakie czyhają na gołębie
159. O handlu dzikimi ptakami śpiewającymi
160. O ścince, czyli w czym znajdują rozrywkę prascy gołębiarze
161. O złotych czasach i zmierzchu praskiego gołębiarstwa
162. O tym, co w gołębiarstwie jest najpiękniejsze
163. O kunie i jastrzębiu
164. O rosole z gołębia i innych pysznych potrawach
165. O wolności i zniewoleniu (ptaków i ludzi)
166. O tym, w jaki sposób z fabryki na Żeraniu znikały auta
167. O tym, co można było znaleźć (lub stracić) na bazarze Różyckiego
168. O Dziupli z ciężką muzą
169. O radzieckim generalne - nabywcy metalowych płyt
170. O Piotrze Ujczaku - bohaterskim masarzu
171. O Git-ludziach i międzydzielnicowych bójkach
172. O piratach video
173. O złodzieju z finezją
174. O przedwojennych smakołykach
175. O sądach ocennych dotyczących Polski Ludowej
176. O powstańczych talizmanach szczęścia
177. O koncercie grupy ABBA w wiejskiej remizie
178. O obiegu dóbr w PRL-u
179. O niepisanych zasadach gitowców
180. O osobliwych geodetach
181. O modzie w Polsce Ludowej
182. O alkoholu, który wypływał z fabryki
Czy Praga Gada to dobry pomysł? Czy uważasz, że ten projekt powinien być kontynuowany? Jeśli chcesz i możesz, pozwól nam realizować projekty bez ograniczeń i kompromisów. Prosimy - pamiętaj o wpisaniu naszego numeru KRS w Twoim formularzu PIT, czyli tych 10 cyfr: 0000241679

Zobacz jak przekazać nam 1% podatku.